Noclegi - polskie wybrzeże

wczasy, wakacje, urlop

Słowińcy

18 maj 2012r.

SŁOWIŃCY -Kiedyś ziemią słowińską, stanowiącą dziś część powiatu słupskiego, władali książęta zachodniopomorscy. Już wtedy, poprzez germanizują-cy się dwór, a wraz z nim szlachtę, docierała tu niemczyzna. Pełną władzę objęła ona jednak dopiero w połowie XVII wieku, kiedy to kraina Słowińców znalazła się pod panowaniem Brandenburgii. Ale wśród ludności słowińskiej germanizacja postępowała opornie, powoli. Jeszcze w ubiegłym stuleciu Słowińcy stanowili zwartą wyspę słowiańską walczącą uparcie o swą mowę w kościele i w szkole. Jeszcze przed pierwszą wojną światową w niektórych wioskach posługiwano się językiem przodków. W 1945 roku jednak już tylko starzy ludzie pamiętali poszczególne słowa, poszczególne zdania kaszubskie. Niemniej przetrwała wśród Słowińców świadomość, że nie są Niemcami, silne poczucie odrębności, które zaraz po wyzwoleniu objawiło się w B ich dążności do reslawizacji. Niestety, zabrakło pomocy na drodze powrotu Słowińców do ich słowiańskiej przeszłości, do nowej ojczyzny. Bezprawie, gwałty ze strony prymitywnych jednostek spośród osadników, którzy ludność miejscową utożsamiali z Niemcami, sprawiły, że z kilkuset ocalałych po roku 1945 w końcu lat pięćdziesiątych pozostało w powiecie słupskim niewiele ponad stu Słowińców — ludzi rozczarowanych, rozgoryczonych, zniechęconych. Większość z nich mieszkała w Klukach (patrz pod K). Dziś w tej i innych wsiach po Słowińcach pozostały już tylko płyty nagrobkowe, na których widnieją setkami, tysiącami nazwiska o czystym, mimo zniekształceń niemieckiej pisowni, ka-szubsko-słowińskim pochodzeniu. Woggon, Judaschke, Pigorsch, Noffke, Barz, Bork, Broy, Klick, Borkowski, Wo-gatzki, Kirk, Kolbowski... Tak Zaczynać wędrówkę należy od wsi Gardna Wielka... zwali się prawowici gospodarze tej ziemi. Te nazwiska noszą też dziś ostatni z nich, niestety już nie w ojczyźnie. W wędrówce po ziemi Słowińców nie wolno więc omijać cmentarzy. Zaczynać. wędrówkę należy od wsi Gardna Wielka. W parafii gardneńskiej, ewangelickiej, jak wszystkie słowińskie, ostatnie nabożeństwo w rodzinnej mowie odbyło się równo sto lat przed wyzwoleniem tej ziemi, w 1845 roku. Sama mowa trwała jednak nadal. Oto co pisał o niej uczony rosyjski, Aleksander Hilferding (patrz BADACZE KASZUBSZCZYZNY), w swej książce Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza, wydanej w 1862 roku w Petersburgu: „W całej pełni utrzymała się ona w rybackich wioskach: Garnie (Garden), Wysokiem (Wittstock) i Rtie (nomin. Ret, Rotten) nad Jeziorem Gardneńskim (Gar-dzińskim), w Klękach, czyli Kleczicach (Klucken), Izbicach (Giesebitz), Gaci (Speck) i Babimdole (Babidol) nad Jeziorem Łebskim i w małych osadach około tych wiosek, wyliczonych na początku. Tam to mowa słowińska przedstawia mnóstwo osob-liwszych w swej dawności zwrotów i szczegółów, tam żyje mnóstwo starych podań, a w Garnie, Wysokiem, Rtie, Kleczicach i innych osadach zapomnianego tego zakątka Pomeranii lud jeszcze mianuje się, jakem to już wskazał, nazwiskiem Słowińców; w Garnie słyszałem także od rybaków, że oni się nazywają Slowenci (nomin. sing. Slowen, przymiotn. słoweński). Między tamtejszymi rybakami znajdziesz jeszcze wielu ludzi, którzy języka niemieckiego zupełnie nie znają". Z Gardny Wielkiej można jeziorem Gardno przepłynąć do starej ciekawej słowińskiej wioski rybackiej nad morzem — do Rowów. Natomiast pieszy szlak prowadzi do odległego od tej wsi tylko o 6 kilometrów Smołdzina. Tu właśnie pastorem był ongiś Michał Mostnik (patrz pod M). Nad tą wsią wznosi się święta góra Rowokół (patrz pod R). Tu zajść trzeba koniecznie do ciekawego kościółka, o którym tradycja głosi, że w podziemiach kryje ostatnie książki słowińskie skazane na zagładę i zamurowane w połowie ubiegłego stulecia. Kościółek ten wybudowała w 1632 roku księżna Anna Croy, protektorka Mostnika, której portret znajduje się w medalionie w skrzydle ołtarza, obok wizerunku jej syna, dwunastoletniego wówczas Ernesta Bogusława. Kilkaset metrów za Smołdzinem, za cmentarzem, znajduje się grodzisko, z którym związana jest jedna z wersji powtarzającej się na całych Kaszubach legendy o zapadłym zamku (patrz pod Z) i zaklętej królewiance. Przez Smołdzino przepływa Łupawa (patrz pod Ł). Za nią droga wysadzona brzozami prowadzi wśród rozległych pól i ugorów torfowych do Kluk (patrz pod K) nad jezioro Łebsko (patrz pod Ł). Po drugiej stronie jeziora znajduje się dawna osada słowińskich rybaków, swoista sicz — Boleniec (patrz pod B). Jeziorem lub drogą przez Błota Łebskie dostać się można do Izbicy. Ciekawostkę tej wsi stanowią freski w kościele, wykonane w 1930 roku przez berlińskich malarzy. Postacie świętych stworzyli oni na obraz i podobieństwo miejscowych słowińskich rybaków. Z Izbicy szlak nasz wiedzie do Główczyc odległych o 10 kilometrów. Wieś to duża, prawie miasteczko, historią sięgająca XIII wieku. Tu najpóźniej, bo dopie- ro w 1886 roku, skasowano nabożeństwa słowińskie. W tymże roku spłonął od uderzenia pioruna kościół w Główczycach, a tradycja ludowa oba te fakty powiązała. Z Główczyc należy jeszcze powędrować przez Pobłocie do Cecenowa, gdzie PGR gospodarzy w pałacu Cecenow-skich, jednej ze znacznych zniemczonych rodzin pomorskich. Przed wybraniem się na tę słowińską wędrówkę warto przeczytać dwie nieduże książki: W krainie Słowińców Tadeusza Bolduana i Słowiń-cy Lecha Bądkowskiego.

ocena 4,7/5 (na podstawie 6 ocen)

Czas na wczasy - Twój czas.
wczasy, nad morzem, łeba, jezioro łebskie, kaszyby